Rozmyślenia na temat wyposażenia samochodu

Tak sobie przeglądałem ogłoszenia z nowymi samochodami i kalkulowałem ile trzeba mieć gotówki na dobrze wyposażony samochód z salonu i za co warto a za co nie warto dopłacać. Zapytacie: Dlaczego? Co mną kierowało? Hm… tak naprawdę to te moje dzisiejsze dywagacje zawdzięczam moim kolegom z portalu przyspieszenie.pl Testowali oni bowiem jakiś czas temu Skodę Citigo i narzekali w zasadzie na jedną rzecz… cenę egzemplarza, który dostali do testów. 45 590 zł za tak małe autko? No ok, rozumiem, że była to tzw. full wersja. Ale to i tak nie zmienia faktu, że to znacznie za duża suma za tak mały samochód. Chociaż warto nadmienić, że bliźniaczy Up! w podobnej konfiguracji kosztowałby ponad 50 tysięcy… Postanowiłem więc specjalnie dla Was pochylić się nad tematem wyposażenia w nowym, salonowym samochodzie i odpowiedzieć na pytanie co warto wybrać, a z czego można zrezygnować tak by możliwie jak najbardziej „zbić” cenę auta i nie płacić za zbędne (w moim odczuciu rzecz jasna) pierdoły. Dziś część pierwsza mojego, nazwijmy to: poradnika. 3,2,1… zaczynamy…

Klimatyzacja

Rzecz, która jest podstawą na liście życzeń w wyposażeniu każdego samochodu, który obecnie kupujemy. Nie wyobrażam sobie kupna auta – czy to nowego, czy to używanego – bez klimatyzacji. Co prawda w swoim Sejku nie mam klimy… ale od czego jest samochód rodziców. Korzystam ile tylko mogę. Tym bardziej, że nie muszę go tankować 🙂 Ale przechodząc do sedna sprawy… Jaką klimę wybrać? Manualną, półautomatyczną czy automat? Ja przyzwyczaiłem się już do Climatronica ale i „manualem” bym nie pogardził. Są nawet i tacy, którzy uważają, że klima manualna jest wydajniejsza od tej automatycznej. Klima manualna według mnie „daje radę”. Spełnia swoje zadanie równie dobrze jak „automat”. Jej jedyny minus to konieczność ręcznego korygowania co jakiś czas ustawień temperatury. Jest prosta i intuicyjna w obsłudze i… daje chłód w upalne dni. Dla bardziej leniwych polecam tzw. półautomat, w którym jest już troszkę więcej elektroniki. Czuwa ona nad utrzymaniem ustalonej przez nas temperatury, a do nas należy jedynie korekta siły nawiewu. Z kolei dla tzw. leni z zawodu (czyt. do mnie) jest klimatyzacja automatyczna. Wybieramy jedynie jaką chcemy mieć temperaturę w kokpicie auta a urządzenie zrobi resztę za nas. Natomiast jeśli ktoś ceni sobie indywidualność w nadmuchu chłodnego powietrza w swoim aucie i pragnie by każdy pasażer sam mógł regulować sobie siłę nadmuchu i temperaturę powietrza wydobywającego się z kratek wentylacyjnych niech wybierze auto z klimatyzacją wielostrefową. Jak dla mnie to już gadżet. Ale różne są gusta i guściki 🙂

Elektronika pokładowa

W tym punkcie zajmę się tym co według mnie jest zbędne – przynajmniej jeśli chodzi o wyposażenie nowego, salonowego samochodu. Radio fabryczne i nawigacja satelitarna. Już słyszę buczenie i gwizdy z Waszej strony. „Ale dlaczego?”, „Samochód bez nawigacji a tymbardziej bez radia!? Nie wie co pisze!”, „Nie zna się i jakieś głupoty sadzi” – zapewne ktoś z Was sobie tak właśnie teraz pomyślał, prawda? 🙂 Jestem przeciwnikiem fabrycznego radia i nawigacji od zawsze. I będę trwał w tym przekonaniu aż do końca świata. A może nawet dzień dłużej.

  1. Fabryczne radio – w zasadzie jedyna zaleta jaką widzę w tym elemencie wyposażenia samochodu to estetyka deski rozdzielczej. Producenci aut sprytnie sobie to wymyślili i zabudowują fabryczne radia tak, że pasują one wyłącznie do jednego modelu stanowiąc integralną część deski rozdzielczej. Mamy też pewność, że nikt nam tak zabudowanego radia nie za… tzn. nie ukradnie. Jest jednak rzecz, która sprawia, że fabryczny sprzęt audio zniechęca mnie do siebie. Dwa słowa: jakość brzmienia. Owszem zdarzają się takie radia, które pochodzą od renomowanych firm typu Bose czy Sony. Ale taka sytuacja ma zazwyczaj miejsce w samochodach z tzw. górnej półki. Nie uświadczymy tego w podstawowej wersji Golfa czy Corsy wyposażonych w fabryczne radia. Gdybym miał kupować nowy, salonowy samochód w kwocie do 60 tysięcy złotych to z pewnością zrezygnowałbym z fabrycznego radia. Wolałbym kupić sobie egzemplarz bez tego dodatku i następnego dnia dokupić sobie dobrej klasy, markowe radio, które zadowoli moje odczucia audiofilskie. Tak, jestem wybredny. Wiem.
  2. Fabryczna nawigacja satelitarna – znów minusik na mojej liście. Dlaczego? Po pierwsze jest cholernie droga i jej późniejsze aktualizacje mogą zrujnować nam portfel. A po drugie… no właśnie… Cena, cena, cena i jej jakość. Nie ma się co oszukiwać. Po co wywalać kilka tysięcy złotych na system, który może zawierać ubogie mapy Polski lub też w ogóle ich nie mieć. Nie lepiej zrezygnować z tego bajeru i dokupić sobie zwykłą nawigację montowaną na desce rozdzielczej? Będzie i tańsza i bogatsza w mapy i praktyczniejsza. Przynajmniej na moje oko.

 

Na dziś to by było na tyle. Brak czasu. Za chwilę obiad, a o 16:00 wyjazd do Bełchatowa na drugą edycję Moto Show Bełchatów (wystawa aut sportowych i tuningowanych, foto po lewej). Mam nadzieję, że zaciekawił Was mój wpis. Było kontrowersyjnie? Było. A jutro będzie jeszcze bardziej. Zajmę się bowiem elementami bezpieczeństwa, wyglądu i komfortu. Nie obejdzie się bez kilku „ciepłych” słów w stronę niskoprofilowych opon czy tempomatu. Do przeczytania już jutro. Zapraszam.

2 myśli na temat “Rozmyślenia na temat wyposażenia samochodu”

  1. Co do szerzej pojętego wyposażenia – ja na stanie zawsze staram się mieć także Ceramizator, czy tego typu regenerator do silnika. Wiem, wiem – opinie są o nich kontrowersyjne, ale może to kwestia tego, czego dokłądnie używamy. Marka Ceramizator w każdym razie do tej pory mnie nie zawiodła – silnik chodzi bardziej miękko, niepotrzebne odgłosy zostały wytłumione i przez kilka ostatnich lat jest nieawaryjny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.